La Sirena – najlepsze meksykańskie jedzenie w Warszawie?

Kocham meksykańską kuchnię i nieodłącznie kojarzy mi się z latem, ciepłem, beztroską, radością i słońcem, co sprawia, że z każdym kolejnym daniem kocham ją jeszcze bardziej. I prawdę powiedziawszy pochodziłam już trochę po meksykańskich knajpach – odwiedziłam warszawskie Dos Tacos, Gringo bar, gdańskie i toruńskie El Pueblo, The Mexican w Poznaniu i właśnie ostatnio La Sirenę. Pamiętam, że pierwszy raz trafiłam na tą knajpę na portalu Zomato, kiedy szukałam odpowiedniego miejsca do wyświętowania urodzin mojego chłopaka i ni stąd ni zowąd pojawiło się prawie na szczycie restauracji z najwyższą oceną. I nie mam pojęcia, jak mogłam ją pominąć, ale postanowiłam szybko nadrobić zaległości. Dlatego świętując kolejną okazję (tak btw okazja się znajdzie zawsze :p) wybraliśmy się tam któregoś sobotniego wieczora, żeby sprawdzić czy rzeczywiście La Sirena to najlepsza knajpa z meksykańskim jedzeniem w Warszawie? I czy taka się okazała? Zapraszam do dalszej części artykułu :)

Wnętrze rodem z meksykańskiego baru

Pierwsza rzecz, jaka od razu rzuca się w oczy to oczywiście prawdziwie meksykański wystrój. Jednak nie jest to wystrój a la meksykańska restauracja, gdzie zaraz niewiadomo skąd wyjdzie grupa uśmiechniętych Meksykanów w kolorowych ubraniach w sombrero z gitarą i zacznie grać. To raczej skrzyżowanie meksykańskiego baru z siedzibą kartelu – troszkę ciemno, dużo blach i krat, stoliki zawieszone na łańcuchach, pokaźny bar z tequilą i innymi meksykańskimi napojami. Mi taki styl jak najbardziej odpowiadał i idealnie wybrać się tam wieczorem – wtedy lampki dodatkowo uzupełniają klimat.

Warto też wcześniej zarezerwować stolik, bo La Sirena, szczególnie w weekendowe wieczory, to dość oblegane miejsce i jeżeli tego nie zrobimy możemy zostawić odprawieni z kwitkiem (tak na marginesie w Warszawie generalnie warto robić rezerwację częściej niż rzadziej :p).

 

Krótkie zwięzłe menu bez wegańskich opcji i bez kurczaka

Przechodząc teraz do jedzenia muszę powiedzieć, że bardzo spodobało mi się menu. Nie jest ani zbyt obszerne ani zbyt skromne, ale myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Można znaleźć zarówno opcje mięsne (nie ma co jednak liczyć na dania drobiowe) i wegetariańskie (które zresztą są oznaczone w menu). Wegańskie to chyba tylko guacamole z nachosami (dla których i tak warto przyjść ;)). Choć niestety w Meksyku to jednak wołowina i wieprzowina to chleb powszedni, więc przeważają dania mięsne. Do wyboru mamy kilka przystawek (np. nachos z salsami, meksykańskie fondue, krewetki), kilka meksykańskich zup, 4 rodzaje tacos, tortille i meksykańskie specjały jak np. burrito, enchilada, chimichanga. Natomiast do picia możemy wybrać lemoniady, meksykańskie drinki i sangritę w różnych smakach.

Sangrita, totopos, guacamole i tacos

My z tych wszystkich meksykańskich pyszności zdecydowaliśmy się na pikantną sangritę z owocami i pomidorami, nachos (nazwane tam totopos) z guacamole, śmietaną i salsą z agawy i ananasa, a także na tacos – jedne z wołowiną, a drugie z pastą z czarnej fasoli.

Zaczęło się cudownie, bo sangrita okazała się naprawdę wyjątkowym napojem – lekko słodka, lekko pikantna – pierwszy raz w życiu piliśmy takie coś i warto spróbować. Obok sangrity bardzo szybko przed nami wylądowały totopos z wybranymi przed nas salsami. I muszę powiedzieć, że guacamole całkowicie nas oczarowało! Jedno z najlepszych guacamole, które jadłam w życiu i aż pożałowaliśmy, że nie wzięliśmy tylko jego. Śmietana, jak to śmietana (daj tu facetowi wybrać sosy to wybierze najmniej fancy :p). A salsa z agawy i ananasa – choć byłam do niej sceptycznie nastawiona to bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Była bardzo orzeźwiająca, ale też lekko pikantna i smakowita. Tak więc salsy w La Sirena zdały test na 6 i to jedna z bardzo mocnych stron tej restauracji.

Kilka chwil później na stół wjechały nasze tacos, które choć wydawały się niezbyt dużą porcją (albo może mi się wydawały :p) to po już ich zjedzeniu duża porcją się okazały :p Tacos z czarną fasolą i serem były bardzo smaczne – pasta dobrze doprawiona, posypane były posiekanymi pikantnymi papryczkami, a ser lekko równoważył ostrość. Natomiast tacos z wołowiną już nas średnio przekonały. Zdecydowaliśmy się na tacos z pieczonymi żebrami wołowymi i choć mięsa nie pożałowano i na każdy taco była jego solidna porcja to nawet dodatek salsy (albo kilku) nie przezwyciężał suchości mięsa. Samo mięso było bardzo fajnie doprawione, ładnie podane, ale niestety troszkę zbyt suche – nie aż tak, żeby nie zjeść, ale raczej żeby odczuć, jak troszkę rośnie w buzi.

Więc generalnie na początku idealnie, potem troszkę mniej, ale wciąż dobrze. Ja po wizycie w La Sirena zostałam zachęcona do powrotu tam i spróbowania innych meksykańskich specjałów, bo restauracja ma w sobie ogromny potencjał. Jeżeli robią takie cudowne salsy to suche żeberka to musiał być wypadek przy pracy ;)

Gdzie? Piękna 54, Warszawa
Godziny otwarcia – pon.-czw. od 12.00 do 23.00, pt.-sob od 12.00 do północy, ndz. od 12.00 do 22.00
Ich fanpage (można zobaczyć menu;))
Ile wziąć kasy? Na osobę ok. 60-90 zł (przystawka+danie+napój)

La Sirena Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Drukuj



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Close