Modne jedzenie, czyli 6 instagramych foodporn, których trzeba spróbować

Myślę, że najczęstszym tagiem, który wrzucam na Instagrama (do obserwowania mojego profilu oczywiście zapraszam – znajdziecie na nim mnóstwo inspiracji na zdrowe jedzonko, które nie zawsze lądują też tutaj ;), a dodatkowo cudowne klimatyczne kawiarnie (do nich naprawdę chodzę zbyt często ;p) i restauracje z pysznym jedzeniem) jest #foodporn. Kulinarny blog, więc apetyczne pyszne jedzenie to podstawa, którego mam nadzieję, że dostarczam tam w zupełności :)

A sama poszukując inspiracji często przeglądam apetyczne zdjęcia innych instagramerów i bloggerów, a dzięki temu orientuję się też w modnym, instagram-friendly jedzeniu, które (moim skromnym zdaniem ;)) nie zawsze tak dobrze smakuje, jak wygląda. Ale myślę, że i tak warto próbować nowości, a pomysłowość ludzi naprawdę nie zna granic. A, że lubię ciekawostki, nowinki i ładne jedzenie to zawsze lubię wiedzieć, co w trawie piszczy. Przygotowałam więc dla Was 6 pomysłowych i apetycznie wyglądających potraw i napojów, które podbijają Instagram i które wyglądają po prostu tak, że aż chce się zjeść ekran ;)

Freakshakes

Freakshakes, czyli wielkie ociekające polewami shake’i z górą słodkości, bitą śmietaną, posypkami, polewami i innymi cudami, które można sobie tylko wymarzyć. Szczerze powiedziawszy – ja jeszcze nie odważyłam się taki sobie zaserwować, bo obawiam się, że nie podołam tej górze słodkości. Znam za to słodyczoholików, których po prostu zemdliło po zjedzenia połowy tego cuda, a mi samej daleko od słodyczoholika :p Ale fakt faktem – freakshakes wyglądają przecudnie! W łódzkiej sieci kawiarni (ostatnio też powstała warszawska filia) Chude Ciacho mają freakshakes w dietetycznej wersji, ale w wersjach typowo słodyczowych np. o smaku twixa, ale też w bardziej sezonowych np. o smaku śliwkowym, a ich kaloryczność to ok. 400 kcal. Natomiast w kawiarnii Warszawski Lukier możecie sobie zaserwować pełnoprawnego przesłodkiego i przepięknego freakshake’a z tysiącem kalorii. Myślę, że obydwa miejsca zasługują na uwagę, bo frakshakes i tu i tu wyglądają po prostu niesamowicie :)

Avo latte

(zdjęcie dzięki uprzejmości hkfoodelicious)

Avo latte, czyli kawa latte podawana w łupinach od awokado z rozgniecionym awokado. Przyznam szczerze, że sama bym nigdy nie wpadła na taki pomysł, ale Australijczycy mają widocznie bardziej otwarte umysły ode mnie. Niemniej jednak moda na avolatte jeszcze do nas nie przywędrowała (chyba, że ja magicznym sposobem na nie nie wpadłam, ale to graniczy z cudem, bo bywam w kawiarniach średnio 6 razy w tygodniu :p), ale myślę, że to kwestia czasu. Ja bym chętnie spróbowała, bo kawę kocham (choć latte to już bardziej mleko ;p), a prezentuje się przeuroczo :) Choć awokado z kawą? Cóż, do odważnych świat należy :)

Meatzza

(zdjęcie dzięki uprzejmości tamitola)

Meatzza, czyli pizzaburger to burger w bułce, która udaje pizzę pepperoni. Podbił najpierw Las Vegas, a teraz można zjeść go już nawet w Polsce albo przygotować domową wersję :> Sama idea to połączenie dwóch najbardziej popularnych fast-foodów, czyli pizzy i hamburgera w wielkiej bułce, która jest mini pizzą. Idea oczywiście fantastyczna, ale z wykonaniem różnie bywa… Na pewno wygląda imponująco :) W Warszawie można zjeść meatazza zamawiając odpizzowanego burgera w restauracji Pianka na Śródmieściu. Sama się jeszcze nie wybrałam, ale jest na mojej liście ;)

Smoothie bowl

Tęczowe słodkie bowle, czyli po prostu smoothie w kolorze różowym/niebieskim/zielonym czy jakimkolwiek sobie wymarzycie podane z miseczce z owocami, posypkami i innymi cudami. Ja nigdy nie byłam fanką koktajli na śniadanie, ale na takiego uroczego bowla i ja bym się chętnie skusiła <3 Żeby uzyskać kolor różowy zazwyczaj miksuje się po prostu różowe owoce lub dodaje odrobinę soku z buraka, niebieski po dodaniu niebieskiej spiruliny, zielony po dodaniu matcha lub szpinaku, pomarańczowy po dodaniu dyni. Kolorów do wyboru jest wiele, a wszystko zależy od naszej kreatywności i dostępności składników. Ja na pierwszy raz zdecydowałam się na prosty smoothie bowl ze szpinakiem i byłam zachwycona <3 Teraz marzy mi się różowy – jak na słodką blondyneczkę przystało :p

Bubble waffle

Bubble waffle, czyli po prostu lody w gofrze. Kwintesencja letniej beztroskiej w jednej dłoni :p Ponownie – idea cudowna, ale wykonanie różne. Spotkałam się z bubble waffles, które po prostu jadło się oczami, ale także z takimi zrobionymi na odwal… Lepiej się rozeznać, w jakim miejscu się kupuje ;) Dużym ich plusem jest możliwość wyborów dodatków, więc możemy zaserwować sobie supersłodkiego bubble waffle z górą śmietany, słodkich czekoladek, jak i troszkę bardziej fit (choć całkowicie fit bubble waffle jeszcze nie widziałam ;p) w wersji z owocami. Dla każdego coś miłego :) Spotkałam się też z bubble waffle na słono bez lodów z serem, szynką i warzywami, co moim zdaniem też bardzo ciekawy pomysł :)

Czarne lody

Czarne lody i czarne rożki, czyli hit ostatniego lata. Mi niestety nie udało posmakować się czarnego loda, ale czarnego rożka jak najbardziej i szczerze powiedziawszy wielkiej różnicy smakowej nie zauważyłam :p Żeby uzyskać czarny kolor zazwyczaj używa się sproszkowanego węgla, który podobno pomaga oczyścić organizm z toksyn. Tak na marginesie w tym roku z moim S. próbowaliśmy też latte z czarnym węglem w naszej ulubionej kawiarni Prochownia na warszawskim Żoliborzu i naprawdę warto spróbować :> A na lody jeszcze polujemy :)

Buddha bowl

Buddha bowl, czyli miska świeżości i pyszności. Sama pierwszy raz o buddha bowlach usłyszałam od przyjaciółki, która poleciła mi knajpkę na warszawskim Śródmieściu specjalizującą się w bowlach (btw bowle to bardzo popularne danie na Hawajach). I choć z początku idea wydawała mi się średnio zachęcająca, bo co to za wielka filozofia poukładać na talerzu trochę ryżu, warzyw i mięsa? Ale po pierwszym bowlu całkowicie zmieniłam zdanie, bo jednak trzeba wiedzieć, co poukładać i jak doprawić, żeby było smacznie. A z buddha bowlami można tak kombinować i wymyślać, że aż miło <3

A Wy macie jeszcze jakieś ciekawe niecodzienne dania, które sprawiają, że chcecie zjeść ekran? :> Koniecznie napiszcie o nich w komentarzu, bo o jedzeniowych foodpornach powinna zdecydowanie powstać kolejny wpis ;)

Drukuj



2 thoughts on “Modne jedzenie, czyli 6 instagramych foodporn, których trzeba spróbować”

  • Nic z tych rzeczy mnie nie kusi i nie mam ślinotoku na ich widok, ale jest jedna rzecz, która ostatnio nie daje mi żyć…kołacze nadziane lodami i z reese’s :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Close