Wegańskie placki owsiane z marchewką

Ostatnio zaczął się dla mnie gorący okres, ale mam nadzieję, że przejdzie szybko i bezboleśnie :) Kuchnia to i tak wciąż dla mnie miejsce wytchnienia, uspokojenia i nabrania energii na dalszą naukę, więc pomysły i inspiracje cały czas wchodzą w życie. I tylko ustawiają się w kolejce :D Tym razem zapraszam Was na cudowne śniadanie – wegańskie placki owsiane z marchewką, które ostatnio mnie krzepią, kiedy pomyślę, że muszę wyjść na ten mróz (i śnieg ostatnimi dniami :p).  Już pisałam o nich jakiś czas temu, ale dzisiaj chcę zaprezentować je Wam w mojej ukochanej wersji, czyli z marchewką. Połączenie banana i marchewki przed spróbowaniem średnio mnie kusiło, ale jak już raz je popełniłam to teraz wręcz nadużywam :D A w tych placuszkach sprawdza się cudownie <3 Oblane jogurtem (sojowym czy naturalnym) i obsypane cynamonem smakują cudownie. Idealnie wpasowują się w zimowe klimaty :) Zapraszam serdecznie :)

Wegańskie placki owsiane z marchewką

(10-12 sztuk)

~ 100 g płatków owsianych
~ 2/3 szklanki wody
~ 1 mały banan
~ 1 średnia marchewka (ok. 100 g)
~ cynamon

Płatki owsiane mielimy w blenderze na sypką masę. Dodajemy banana i wodę. Ponownie miksujemy. Następnie dodajemy obraną i startą marchewkę oraz dosypujemy cynamon wedle uznania. Dokładnie mieszamy i odstawiamy do lodówki na przynajmniej godzinę (najlepiej zrobić to wieczorem, żeby rano na śniadanie od razu móc działać :)). Po tym czasie jeżeli masa jest zbyt gęsta dolewamy troszkę wody, a następnie smażymy na rozgrzanej patelni. Podajemy z jogurtem sojowym w wersji wegańskiej lub z naturalnym/twarogiem w wersji wegetariańskiej. Smacznego :)

Drukuj



3 thoughts on “Wegańskie placki owsiane z marchewką”

  • A ja bym się cieszyła, ze goracy bo na dworze zimno :P A tak na powaznie to dasz radę, tylko trochę wiary w siebie :) No a placuszki REWELACJA :D Chce takie :D

    ……….
    Dziekuję:) Ja również lubię mąkę orkiszową chociaż ta z Melvit trochę przypomina mi zwykłą razową od tego samego producenta – tak jakby to było jedno i to samo ;/

    Jak słodkawa to nie za bardzo :P Z jakiej trójcy? Malinowa, z karmelem i jeszcze jakaś?
    "Terravita czekolada wyśmienita" – pamiętam w reklamie jak jakiś facet tańczył z czerwono-białą krową (patriotycznie). Kiedyś tato miał taką dużą terravitę – trzymał ją schowaną w walizce wysoko w szafce. Raz w tygodniu wydzielał po 4 malutkie kosteczki dla mnie i siostry. Te cztery kosteczki to były jak jedna normalna :P Pamiętam jak wyobrażałyśmy sobie, że każda kosteczka to inny smak: truskawkowy, orzechowy, kawowy… lizałyśmy ją jak lody.. delektowałyśmy się by jeść ją jak najdłużej :) A jak już ta ogromna tabliczka się kończyła (na pewno jadłyśmy ją ponad miesiąc :P) to wtedy tato tą końcówkę podzielił na dwie części i dostałyśmy po większym kawałku :) Pamiętam że nie mogłyśmy doczekać się dnia "wydzielania czekolady" :P Ale wtedy ta czekolada była smaczna a teraz to sam tłuszcz – znaczy te male bo nie wiem jak te duże :)
    Wedla też nie lubię – od kiedy nie jest polski jakość czekolad spadła ale wedel nie jest najgorszy :P A nie wyczułaś w Terravicie tłuszczu?
    A co do czekolad to ja dzisiaj jadłam jedną nowość co dostałam :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *