Jak nie przytyć w święta? I czy warto sobie tym zawracać głowę?

Myślę, że wszyscy kochamy świąteczną atmosferę. Wiem, że to najbardziej skomercjalizowane święto jakie istnieje, ale jakoś wybacza mu się te wszystkie słodkie reniferki, figurki creepy Mikołajów i śnieżynki na każdej głupiej torebce foliowej. A wraz ze świętami przychodzą świąteczne tradycje i świąteczne jedzenie. Tak jak w okresie przedświątecznym jest fajnie, bo się prezenty kupuje, w galeriach handlowych leci wesoła muzyka, pełno wszędzie światełek, tak już przed samymi świętami narasta u wielu osób panika, bo myśli o pomysłach na prezenty zaczynają zajmować myśli o jedzeniu, a z jedzeniem świątecznym często przychodzi pytanie – jak nie przytyć w święta?

Pierogi z kapustą i grzybami, smażone rybki, barszcz z uszkami, sernik babci, makowce czy pierniki będą przecież leżeć na stole i nie sposób będzie się im oprzeć! Więc jak to wszystko zjeść, być zadowolonym i po świętach zobaczyć te same cyferki na wadze? Przecież to będą aż prawie 3 dni grubej fety z niezbyt lekkimi potrawami, i to często z CUKREM albo GLUTENEM albo z wzdymającą KAPUSTĄ? Jestem pewna, że w w wielu głowach pojawiły się obawy typu:

  • ‚jeny, na pewno brzuch mi urośnie od tej kapusty”,
  • „przecież wszystkie efekty na jakie pracowałam/em, wszystkie odnawiania ciastek w firmowej kuchni i jedzenie okropnego owocogurtu zamiast Mc Flurry w Mc Donaldzie pójdą na marne!”,
  • „cały rok diety i bam – święta i wszystko spełznie na niczym”,
  • „na pewno przytyję 5 kg i po świętach kolejne 5, a potem już pójdzie longiem i tak już zostanie na wieki!”.

Kochani! Jeśli ktokolwiek z Was tak myśli to proszę od razu przestać! Po pierwsze – święta nie są od przejmowania, ale od świętowania w rodzinnej pełnej miłości atmosferze i nie chodzi tu tylko o jedzenie. Jeżeli w Waszych głowach pojawiają się obawy dotyczące jedzenia to znak, że trochę jednak w złą stronę to poszło. Ja jestem zwolenniczką rozsądnego podejścia i takie też chciałabym Wam polecić. Bo ryzyko przytycia przed te 2,5 dnia jest naprawdę znikome! Jeśli nawet zważycie się po świętach 27 grudnia i waga wskaże więcej to będzie to po prostu efekt zatrzymania wody i większej ilości jedzenia. Ale po powrocie do normalności waga też wróci do normalności.

Ale wiem też, że moje słowa mogą pójść w próżnię, a Wy dalej będziecie się tym martwili. Przygotowałam więc mini poradnik z 5 zasadami, które warto wdrożyć i które sprawią, że na pewno nie przytyjecie w święta, nie będziecie musieli się stresować i będziecie mogli skupić się na tym co ważne.

Jak nie przytyć w święta? – 5 łatwych zasad

1.Nie przedłużaj świąt do 7 stycznia.

Ok – powiedzmy sobie szczerze i pomyślmy, kiedy tak naprawdę zaczęliśmy świętować i do kiedy planujemy to świętowanie ciągnąć. Bo tak naprawdę, w wielu przypadkach, świętowanie zaczyna się już 20 grudnia od wigilii firmowej, przez spotkanie świąteczne ze znajomymi, śledzika z innymi, aż dochodząc już do właściwej wigilii i przeciągając je przez sylwestra do 6 stycznia. I tak jak przez 2,5 dnia nadwyżki jedzenia raczej nie da się przytyć, tak przez dwutygodniowy maraton z pierogami, śledziami, karpiami i sernikami już spokojnie można sobie dorzucić co nieco tu i tam. I choć czasu już nie cofniemy to dobra rada jest taka, żebyście po prostu wrócili do normalnego jadłospisu 27 grudnia, a nie 7 stycznia. Wiem, że większość z Was będzie miała resztki, które trzeba będzie dojeść, ale zawsze można je zamrozić lub oddać do jadłodzielni i przy okazji zrobić coś super.

2. Nie odmawiaj sobie niczego, ale uważaj z ilością.

Jeżeli u Was w domu panuje zasada, że trzeba spróbować wszystkiego ze stołu to oczywiście nie łamcie tradycji (chociaż ja jestem bardzo wdzięczna, że u mnie tego nie ma, bo nie znoszę śledzi i nie przeszłyby by mi przez gardło :p), ale jedzcie z głową. Nie nakładajcie sobie porcji dla wojska, a najlepiej od razu nałóżcie sobie na talerz wszystkiego po trochu, żeby widzieć ile już zjedliście, bo taki widok to najlepsza samokontrola. Zdaję sobie sprawę, że czasem babcia, ciocia, mama, wujek, szwagier czy tata każą jeść więcej – a to serniczka, a to pierożka, a to pasztecika, ale warto być w takim sytuacjach po prostu asertywnym i powiedzieć, że już się zjadło albo, że po prostu już się nie ma ochoty ;-)

3. Nie jedz więcej niż jesteś w stanie zmieścić.

Ta zasada nawiązuje trochę do poprzedniej. Często, czy z małą pomocą nagabywań od rodziny, czy za sprawą własnego łakomczustwa jemy więcej niż jesteśmy w stanie. Po prostu kochamy te pierogi i chcemy zjeść je wszystkie, żeby nikt inny nie zjadł (moja mama tak notorycznie robi i ona tutaj jest źródłem inspiracji <3). Wiem, że jedzenie jest super, ale uczucie po przejedzeniu już nie. I choć od jednego przejedzenia nie przytyjecie, to po prostu warto go unikać. Z moich studiów ekonomicznych pamiętam, że użyteczność osiągana z konsumpcji kolejnych porcji danego dobra jest malejąca, czyli po normalnemu –  dodatkowa porcja dobra cieszy dużo mniej niż pierwsza, więc dziesiąty pieróg nie będzie smakował już tak dobrze jak pierwszy, więc nie oszukujmy się, że będzie inaczej. A warto też, że nadmienić, że dużo osób trafia z bólem brzucha do szpitala po świętowaniu, a nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał tak skończyć.

4. Wyciągnij rodzinę na spacer lub potrenuj.

Wiele osób jest w rozjazdach, więc ciężko znaleźć nawet 10 minut na trening albo pójść pobiegać na pół godzinki. Ale nawet jeśli nie macie czasu trenować (a trening po świątecznym jedzeniu wchodzi jak złoto, koniecznie kiedyś spróbujcie!) to warto wyciągnąć rodzinę na spacer. 30 minut ma zewnątrz każdemu się przyda, a dodatkowo lepiej się poczujecie, pobudzicie metabolizm i miło spędzicie czas z rodziną. Moja najbliższa rodzina niestety jest wyjątkowo niespacerowa, a mój brat mawia, że on nie ma nóg do chodzenia tylko do naciskania gazu w samochodzie albo kopania w piłkę… Ale na szczęście mam psa i mam cudownych kuzynów, którzy zawsze chętnie się że mną przejdą.

5. Nie dobijaj się słodkimi napojami i alkoholem.

Ostatnim trikiem, o którym chciałabym wspomnieć jest unikanie słodkich napojów i alkoholu. Choć Coca-Cola uparcie zawsze chce wbić się do każdego domu na kolację i gościć nawet nie przy stole, ale na stole, to warto po prostu ją zignorować. I tak samo zrobić z innymi słodzonymi  napojami czy alkoholami. Szklanka kompotu od babci to nic złego, ale 2 litry kompotu to już porządna dawka cukru i tym samym kalorii. U mnie w wigilię nie pija się alkoholu, ale wiem, że w wielu domach tak, więc warto ograniczyć się do jednej lampki wina czy szocika z wujkiem. Ale na pewno warto nie obalać całej butelki :)

Podsumowując – nie przejmujcie się jakoś mega tym świątecznym jedzeniem i przytyciem, bo jeśli nie przedłużymy sobie świąt o 2 tygodnie to nic się nie stanie! Warto patrzeć, ile zjecie, ale nie tylko w kwestii przytycia, ale po prostu samego dobrego samopoczucia i szacunku do swojego żołądka i wątroby. Spędźmy te święta w fajnej rodzinnej atmosferze, jedzmy smacznie, nie przejadamy się i wszystko będzie super! Tym samym życzę Wam kochani wesołych pięknych świat! Odpocznijcie pięknie i wykorzystajcie je jak najlepiej :)

Drukuj


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *